O nim którego (już) nie ma

Wyszedł tylko na chwilę,
nie wrócił nigdy.
Niektórzy wołali go litanią imion wszelakich.
Wzywali, tak jak każdemu dał się poznać.
Część rozwiesiła wielkie
plakaty z jego podobizną na murach.
Z twarzy podobny był zupełnie
do nikogo.
Przeciętny jak wszyscy przeciętni,
szary tak jak wszyscy szarzy.
Ludzie mijali te płachty na ścianach,
tak jak jego mijali zawsze – z obojętnością.
Czasem komuś wydawał się do kogoś podobny,
ale przez niewyraźne spojrzenie,
nikt nie był w stanie rozpoznać do kogo.

Po wielu deszczach, słońcach i śniegach jego podobizny wyblakły i zmarniały.
Teraz nie przypominał już zupełnie niczego.

Nie powrócił.

Jednym było to na rękę,
Innym nie po drodze.
Nie w smak, nie na złą ani na dobrą sprawę.

Tylko ona – mała, ruda dziewczynka –
Siedziała w kącie z zapłakanymi oczami.
Ona wciąż była nadzieją.
A może jej już nie było?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s