O śmierci, narcyzmie, strachu, heroizmie.

Enest Becker napisał, że wewnętrzny narcyzm jest czymś co towarzyszy naszemu życiu od pierwszego krzyku, od momentu kiedy po raz pierwszy jako żywe istoty otwieramy usta i zaczynamy domagać się aby nasze pragnienia i oczekiwania zostały spełniane.
Kiedy staliśmy się ludźmi, ewolucyjnie przeszliśmy stopień rozwoju i uzyskaliśmy świadomość własnego bytu. Ten momen w którym się to wydarzyło, okazuje się również jednym z najwiekszych dramatów człowieczeństwa. Wraz ze świadomością istnienia pojawiło się w nas przekonanie o nieuchronnym końcu. Nie chodzi tu o zwykłą zwierzęcą świadomość, która wyzwala w naszych mniejszych braciach ucieczkę lub wolę walki w momencie zagrożenia. Nie chodzi o szeroko pojęty instynkt samozachowawczy. My – ludzkość uzyskaliśmy świadomość ciążącą na całym naszym życiu, prawdę śmierci jako celu naszej wędrówki.

W odpowiedzia na lęk przed śmiertelnością stworzyliśmy kulturę, będącą mechanizmem obronnym, mającą nas osłonić przed gorzką myślą o przemijaniu. Bo jest to realna gorycz w każdym ludzkim życiu, wiedzieć, że nie kończy się ono happy endem.
Niezależnie od zakątka świata, od prymitywności czy cywilizacyjnego zaawansowania wszystkie systemy kulturowe są niemal identycznym monolitem sprowadzającym się do wspólnego mianownika – heroizmu.
Bez znaczenia czy herosem będzie Jezus, Allah, Budda, Odyn czy Kapitan Ameryka, potrzebujemy bohaterów, potrzebujemy heroicznych czynów, zachowań, modeli, potrzebujemy tego by żyć w spokoju, że istnieją pewne nieprzemijalne wartości, dzięki którym i my, wyjątkowi i niepowtarzalni możemy stać się nieśmiertelnymi. Potrzebujemy ocalenia od nieuchronnego celu i szarej egzystencji.
Stąd biorą się nasze modlitwy, systemy etyczne, polityczne, stąd bohaterowie dramatów, powieści i stąd również filmy o superbohaterach.
Kultura jaką stworzył człowiek stara się nam udowodnić, że człowieczeństwo to coś więcej niż nakierowanie jednostki na siebie i na swoje własne zaspokojenie, odwrotność wrodzonego narcyzmu, że być człowiekiem oznacza, być heroicznym, chociaż w ostatecznym rozrachunku, nawet na metafizycznym poziomie niemal każdy z nas (co warte podkreślenia istnieją pewne mikrowyjątki), dąży do własnej satysfakcji i własnego spełnienia, a lęk przed śmiercią będący motorem działania sprawia że zdarza nam się wpadać w spiralę niekończącej się ambicji, pogoni za byciem top of the top.
W ostatecznym rozrachunku jednak każdy z nas stanie twarzą w twarz, nago naprzeciwko naszego największego lęku – śmierci.
Będzie to moment najważniejszy, pointa życia, chwila oświecenia w której okaże się ile tak na prawdę warte było każde nasze życiowe „dzieło”.

Boimy się. Proroczy wręcz Kirkegaard określa życie człowieka jako „bojaźń i drżenie” i mimo, że strach jest w naszych oczach czymś pejoratywnym, jest też, można powiedzieć ludzkim chlebem powszednim, który wyzwala w nas energię do działania. Do przeciwstawienia się przeznaczeniu, wyzwala w nas wolę walki by pozostawić po sobie ślad.
Dlaczego więc boimy się śmierci? W najgorszym razie oznaczać będzie ona anihilację, utratę świadomości. W najlepszym –  opcji lepszych i gorszych jest bardzo wiele.
Życie, tak samo jak śmierć jest tylko jedno, wyjątkowe i niepowtarzalne, dlatego też, od śmierci bardzie boję się zmarnowanego życia, którego w ostatniej chwili, w której nie będzie już odwrotu, mógłbym żałować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s